Każdy rodzic piłkarza zna ten moment. Dziecko wraca z treningu, rzuca torbę w kąt i mówi to. Nie jako pytanie, raczej jako stwierdzenie: chcę strój Romy z własnym nazwiskiem. Nie Dybala, nie Pellegrini, nie Mancini. Swoje własne. A rodzic stoi tam, trochę zaskoczony, i zastanawia się, czy to ma w ogóle sens.
Odpowiedź jest krótsza, niż można by się spodziewać. Tak, ma. Ale zależy od tego, jak do tego podejdziesz.
Jeszcze kilka lat temu własny nadruk na koszulce był czymś, co widziało się głównie w drużynach młodzieżowych i na turniejach. Dziś jest wszędzie. Na szkolnych boiskach, na urodzinach, na wakacjach. Dzieci odkryły, że koszulka z ich własnym nazwiskiem nie jest kopią czegoś, co mają wszyscy. Jest ich. I to uczucie trudno przebić.
AS Roma to klub, który w polskich dziecięcych pokojach zajmuje coraz więcej miejsca. Olimpico, winno-złote barwy, historia z Tottim, De Rossim i Batistutą. A do tego nowe pokolenie zawodników, których dzieci znają z highlightsów. Nic dziwnego, że wiele z nich chce mieć strój właśnie z tego klubu. A skoro już go mieć, to najlepiej z własnym nazwiskiem.
Zanim jednak zamówisz Strój AS Roma dla dzieci z własnym nadrukiem, warto wziąć pod uwagę kilka rzeczy.
Pierwsza to nazwisko. Najczęściej wybiera się imię, ale niektóre dzieci chcą nazwisko, a inne pseudonim, którego używają w drużynie. Dobrze jest porozmawiać z dzieckiem wcześniej, bo nadruk jest trwały. Jeśli dziecko zmieni zdanie po tygodniu, jest za późno. Jeśli się wahasz, poczekaj tydzień i sprawdź, czy życzenie się utrzyma.
Druga to numer. Niektórzy chcą numer ulubionego zawodnika, inni datę urodzenia, a jeszcze inni ten sam numer, jaki noszą w swojej drużynie. Nie ma tu jednej reguły. Ale warto sprawdzić, czy klub nie ma zasad dotyczących numerów, zwłaszcza jeśli dziecko gra w kategorii, w której numery są przydzielane.
Trzecia to jakość nadruku. Tu dobre stroje odróżniają się od tanich. Zły nadruk zacznie po kilku praniach pękać, litery się odkleją, a strój będzie wyglądać, jakby ktoś nosił go pięć lat. Dobry nadruk wytrzyma lata, jeśli odpowiednio się o niego dba. Pranie na lewej stronie, niska temperatura, bez płynu do płukania, nigdy suszarka i prasowanie nigdy bezpośrednio po nazwisku. Brzmi jak wiele zasad, ale zajmuje to kilka sekund i podwaja żywotność stroju.
Czwarta to materiał. Nowoczesne stroje piłkarskie są wykonane z recyklingowanego poliestru z odprowadzaniem wilgoci. To nie marketingowy bełkot. Dziecko, które godzinę biega, poci się. Bawełna wchłania wilgoć i staje się ciężka i zimna. Poliester ją odprowadza i szybko schnie. U dzieci, które noszą strój niemal codziennie, to nie luksus, ale konieczność.
Piąta to cena. Oficjalny strój Romy dla dzieci kosztuje zwykle około 300–400 złotych, a z nadrukiem nazwiska i numeru spokojnie więcej. To dużo pieniędzy za coś, z czego dziecko wyrośnie w ciągu roku. Tu wchodzą repliki. Dobra replika dzisiaj to nie to, czym była dziesięć lat temu. Tkanina może być niemal identyczna, nadruk siedzi równo, a krój bywa nawet wygodniejszy niż w drogich wersjach, bo nie jest tak obcisły. Nie oznacza to, że trzeba kupić najtańsze, co się znajdzie. Oznacza to, że trzeba patrzeć na jakość, nie tylko na cenę.
Właśnie tu rodzic może podjąć rozsądną decyzję. Jeśli dziecko chce strój, żeby poczuć się jak jego idol, a nie żeby oglądać logo pod lupą, trudno uzasadnić trzykrotną cenę. Strój, który jest naprawdę noszony, wytarty po wielu treningach, jest warta więcej niż oryginał, który wisi nieużywany w szafie.
Warto też pomyśleć o rozmiarze. Tabele producentów często nie pokrywają się z rzeczywistością. Ośmiolatek może potrzebować rozmiaru na dziesięć lat, jeśli jest wysoki. Dziesięciolatek drobnej budowy zmieści się w ósemce. Najlepiej zmierzyć dziecko w domu – wzrost i obwód klatki piersiowej – i na tej podstawie wybierać. Jeśli wahasz się między dwoma rozmiarami, weź większy. Strój trochę luźny będzie noszony. Za ciasny wyląduje w szufladzie.
Jeszcze jedna rzecz, której wielu rodziców nie bierze pod uwagę: strój jest często noszony na więcej niż tylko na futbol. Dzieci mają go na urodzinach, w szkole, na wakacjach. To już nie tylko odzież sportowa. To oznacza, że komfort jest ważniejszy, niż się wydaje. Strój, który drapie lub uciska, zostanie w szafie. Ten, który dobrze leży, będzie noszony, aż się zniszczy.
Na koniec dnia nie chodzi o to, żeby znaleźć najtańszy strój. Chodzi o to, żeby znaleźć ten właściwy. Który pasuje, który się dziecku podoba i który wytrzyma wiele prań. Jeśli kiedyś skończy wytarty w szafie, zrobił swoje. Był na treningu, na meczu, przy wszystkim pomiędzy. I to jest dokładnie to, do czego służy strój piłkarski.




